Druga porażka Biało-Czerwonych w Edynburgu. Ukraina ponownie lepsza od Polaków.

Foto :polskihokej.eu
Reprezentacja Polski poniosła drugą porażkę podczas European Cup of Nations w Edynburgu. Tym razem lepsza okazała się Ukraina. Podobnie jak w poprzednim meczu, to właśnie druga odsłona okazała się kluczowa dla losów rywalizacji.
Obiecujący początek Biało-Czerwonych
Samo spotkanie na początku zapowiadało się wyrównanie. Już w drugiej minucie Polacy stracili bramkę po strzale Artema Buzowerii, jednak bardzo szybko odpowiedzieli. Jakub Ślusarczyk uderzeniem spod niebieskiej linii doprowadził do wyrównania i przywrócił nadzieję na korzystny wynik. Chwilę później Ukraina grała w osłabieniu po karze Oleksija Worony, lecz przewaga liczebna nie została wykorzystana. W 16. minucie Paweł Zygmunt popisał się indywidualną akcją i trafieniem na bliższy słupek dał Polsce prowadzenie 2:1.
Druga odsłona pod dyktando Ukrainy
Po pierwszej przerwie, obraz gry uległ wyraźnej zmianie. Biało-Czerwoni zaczęli popełniać więcej błędów, a inicjatywę przejęli rywale. Kara Dominika Jarosza za wysoko uniesiony kij została szybko zamieniona na gola – w 32. minucie w przewadze trafił Ihor Mereżko. Chwilę później Artem Hrenbenyk, pozostawiony bez opieki przez polskich obrońców, wykorzystał nieporozumienie w defensywie i podwyższył prowadzenie Ukrainy.
Brak skuteczności w końcówce
W końcowej fazie meczu Polacy próbowali jeszcze odwrócić losy spotkania, jednak brakowało skuteczności i spokoju w decydujących momentach. Kara Mateusza Bryka za uderzanie kijem dała rywalom kolejną okazję do gry w przewadze, którą wykorzystał Iłarion Kuprijanow po wygranym buliku. Chwilę później Biało-Czerwoni otrzymali szansę na zmniejszenie strat, lecz ponownie nie potrafili wykorzystać przewagi liczebnej.
Problemy z pressingiem i organizacją gry
Przez długie fragmenty spotkania Polacy byli zamknięci we własnej strefie obronnej i mieli duże problemy z wyprowadzeniem krążka spod pressingu. Ukraina prezentowała się szybciej, pewniej i konsekwentnie realizowała swój plan gry. Nawet decyzja o zdjęciu Tomasa Fucika i gra w formacie 6 na 4 nie przyniosła żadnego przełomu.