Wolne wnioski na szybko. Krajobraz po porażce biało-czerwonych ze Słowenią

Foto:Marcin Nowak
Reprezentanci Polski ulegli w swoim pierwszym meczu European Cup of Nations w Edynburgu, reprezentacji Słowenii 3:4. Biało-czerwoni zaprezentowali się bardzo źle w drugiej odsłonie, która przesądziła o wyniku spotkania. Jakie wnioski możemy wyciągnąć z tego spotkania?
Gra na krążku nie zawsze oznacza sukces
Już w pierwszej odsłonie nasi rywale udowodnili nam, że nie trzeba utrzymywać się wiele na krążku, by tworzyć sobie sytuacje bramkowe. Faktem, jest, że Polacy mieli znacznie więcej z gry, ale nie byli w stanie tego w wymierny sposób wykorzystać i to oni uderzyli jako pierwsi. Już w 5. minucie spotkania Słoweńców na prowdzenie wyprowadził Rok Ticar. Biało-czerwoni byli jednak w stanie odpowiedzieć, podczas gry w liczebnej przewadze, którą na bramkę zamienił Sebastian Brynkus.
Przewagi prostą drogą do triumfu?
Trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że w wielu spotkaniach na poziomie reprezentacyjnym o wynikach decydują gry w formacjach specjalnych, a zwłaszcza w przewagach, To właśnie ten element gry przysporzył nam tyle radości z bramek w Nottingham w 2023 roku, które docelowo pomogły nam w osiągnięciu historycznego awansu do elity. Jednak po awansie z naszymi przewagami już tak kolorowo nie było i był to element do znacznej poprawy. Dobrze było więc widzieć Polaków znów zdobywających bramkę w przewadze.
Błędy, błędy i jeszcze raz błędy
Zdecydowanie ten nagłowek mógłby być mottem przewodnim drugiej odsłoni. Polacy byli bardzo nieprecyzyjni w wyprowadzaniu gumy z własnej tercji obronnej, co kończyło się bardzo często stratami krążka. Takie sytuacje perfekcyjnie wręcz wykorzystali Słoweńcy, którzy aż trzykrotnie byli w stanie wykorzystać te błędy, a tak na dobrą sprawę mogli wykorzystać to więcej razy. Na listę strzelców wpisali się kolejno Kuralt, Mahkovec, Ticar i zrobiło się 4:1. Tercja w całości do zapomnienia, bo przecież jeszcze kilka minut wcześniej walczyliśmy z „Rysiami” jak równy z równym, a chwilę później obserwowaliśmy już dominację słoweńskich hokeistów.
Młode pokolenie coraz wyraźniejsze
W trzecią tercję zdecydowanie lepiej weszli Polacy niż w drugą odsłonę. Nie da się również uciec od wrażenia, że wchodząca do polskiej kadry młodzież chce przebojem wywalczyć sobie miejsce w kadrze narodowej na Mistrzostwach Świata. Najbardziej wyróżniające się nazwiska to zdecydowanie duet z JKH GKS Jastrzębie. Szymon Kiełbicki i Jakub Ślusarczyk to zawodnicy, których na lodowej tafli było pełno, a pierwszy z nich zaznaczył swój występ bramką zmniejszającą nas dystans do rywala.
Druga tercja wypadkiem przy pracy
Gdy zabrzmiała ostatnia syrena to zdecydowanie mogliśmy pluć sobie w brodę za tą drugą odsłonę, którą przegraliśmy 0:3. W końcówce bramkę kontaktową zdobył Mateusz Bryk, a przez całą trzecią tercję biało-czerwoni pokazali, że są w stanie nawet zdominować takich rywali jak Słoweńcy. Do pełni szczęścia i udanej pogoni zabrakło wszak tylko lepszego uderzenia Patryka Wronki, kiedy ten miał przed sobą odkrytą bramkę na kilka sekund przed końcem meczu. Strzał napastnika GKS-u Katowice jednak nie znalazł drogi do bramki, a Polacy w swoim pierwszym spotkaniu turnieju w Edynburgu przegrali z reprzentancją Słowenii 3:4.
Błędy kosztowały nas zwycięstwo
Poza drugą odsłoną wydaje się nam, że mecz ze Słoweńcami można zaliczyć do udanych. Przez długie fragmenty byliśmy w stanie narzucać drużynie z elity swoje warunki gry. O wyniku spotkania zadecydowała jednak fatalna druga odsłona, w której aż roiło się od prostych błędów. Mecz z „Rysiami” to z całą pewnością duża dawka materiału do analizy dla Pekki Tirkkonena, który musi dopilnować, by w meczach o stawkę takie odsłony nam po prostu się nie zdarzały.