Carolina Hurricanes powstają i odpowiadają Vegas Golden Knights pstryczkiem w nos.

Grafika: Madzia Ilukowicz
Po przegranym meczu Canes nie oddali kolejnego spotkania za nic, a wręcz je odebrali, wyrównując rywalizację o Puchar Stanleya. Wykorzystali przewagę własnego lodu zaraz przed kolejnym spotkaniem w T-Mobile Arena w Vegas.
Drugi mecz finałowy po dwóch tercjach mógł się wydawać przegrany, jednak Carolina doprowadziła do wygranej przez siebie dogrywki. Statystyki pokazują, że było to po raz kolejny wyrównane spotkanie – obydwie drużyny strzelały po dokładnie 26 razy, a dodatkowo mieli po 4 przewagi. Vegas nie wykorzystało ani jednej, natomiast Carolina osiągnęła wynik 50%, strzelając bramki podczas 2 przewag. Warto dodać, że Brett Howden strzelił drugą bramkę zaledwie kilka sekund po zakończeniu przewagi Vegas, kiedy zawodnicy Hurricanes nie zdążyli jeszcze ustawić odpowiednio obrony w pełnym składzie.
Pierwsza tercja była pod znakiem siły Vegas. W 13. minucie pierwszą bramkę dla swojej drużyny strzelił Brett Howden, kanadyjski napastnik.
Również drugą bramkę dla Rycerzy strzelił Howden. Jest to jeden z zawodników, którzy w 2023 roku zdobył Puchar Stanleya z Vegas i swoją postawą w ostatnim meczu pokazuje, że chce zrobić to ponownie.
W trzeciej tercji Carolina Hurricanes urządzili sobie mały festiwal strzelecki – strzelili 3 gole w przeciągu zaledwie pięciu minut. Pierwszego gola dla swojej drużyny zdobył Logan Stankoven, w 10. minucie. 2 minuty później kolejny gol padł ze strony Marka Jankowskiego,
Pod koniec trzeciej tercji doszło do przeszkadzania bramkarzowi – Ivan Barbashyov wepchnął Fredrika Andersena, duńskiego golkipera Canes, do bramki wraz z krążkiem, uniemożliwiając mu zamrożenie krążka. To dało ekipie z Karoliny Północnej ważną przewagę, w trakcie której Jordan Staal strzelił trzecią bramkę, dając swojej drużynie prowadzenie.
Na niecałe 3 minuty kibice Canes mogli mieć wielkie nadzieje na wygranie meczu w czasie regulaminowym. To jednak odebrał im Mark Stone, napastnik Vegas, który w 18. minucie trzeciej tercji wyrównał wynik do 3:3.
Choć nie doszło do żadnej bójki, atmosfera między zawodnikami była gorąca – obydwie ekipy miały po 8 minut kar, nie obyło się bez przepychanek czy “uprzejmości”. to dzięki faulowi na Jordanie Staalu, Canes zdobyli w dogrywce przewagę, która ułatwiła Sethowi Jarvisowi strzelenie czwartego gola, a tym samym wygranie drugiego meczu finałowego.
Rywalizacja przenosi się teraz do miasta grzechu i hazardu.