Szef po straconym awansie. „Wszyscy bardzo chcieli zwyciężyć”

Foto: Daniel Sobociński
Marzenia o awansie do hokejowej elity trzeba odłożyć na kolejny rok. Reprezentacja Polski przegrała z Litwą 1:2 po dogrywce w najważniejszym meczu turnieju. Po końcowej syrenie po raz ostatni podczas mistrzostw głos zabrał selekcjoner Biało-Czerwonych, Pekka Tirkkonen.
PuckOut: Po meczu z Japonią żartowaliśmy o kardiologach dla Polskich kibiców, teraz chyba jednak naprawdę się przydadzą.
— To był kolejny emocjonujący mecz. Każdy na pewno chciał wygrać i zdobyć 3 punkty. Mogę powiedzieć, że nasza drużyna, zawodnicy i wszyscy wokół bardzo chcieli zwyciężyć. Musimy jednak okazać szacunek rywalowi, zagrali na sto procent, zostawili serce na lodzie. Mecz wyglądał mniej więcej tak, jak się spodziewaliśmy: grali twardo w defensywie, bardzo dobrze blokowali strzały. Nie potrafiliśmy znaleźć sposobu na zdobycie jeszcze jednego gola. Myślę, że mieliśmy sporo okazji strzeleckich, ale zabrakło nam skuteczności.
Wyniki w innych meczach były dla nas bardzo korzystne, może w pierwszej tercji pojawiło się trochę lekceważenia rywala?
— Pierwsza tercja nie wyglądała tak, jak chcieliśmy. Reprezentacja Litwy była bardzo zmotywowana. Po pierwszej tercji odbyliśmy rozmowę w szatni. Trudno powiedzieć, z czego to wynikało, może byliśmy zbyt zdenerwowani albo oczekiwaliśmy zbyt wiele. Nie byliśmy odpowiednio przygotowani na tę presję i oczekiwania, więc tak, to nie była dobra tercja. W kolejnych mieliśmy więcej okazji. Gdybyśmy wykorzystali te momenty, może zdobylibyśmy drugiego gola i mecz potoczyłby się inaczej.
Mieliśmy perfekcyjną grę w osłabieniu i dobre przewagi w poprzednich meczach. Dzisiaj ironicznie straciliśmy gola grając w osłabieniu i nie zdobyliśmy żadnego w przewadze.
— Tak, dzisiaj nie było zbyt dobrze. Nie potrafiliśmy wykorzystać swoich okazji i tak to wyglądało.
Po tym trudnym turnieju, jakieś plany wakacyjne?
— To był bardzo długi sezon i teraz chcemy odpocząć. Drużyna przeanalizuje ten turniej. Wszyscy bardzo ciężko pracowaliśmy. Teraz skupiamy się na budowie nowego zespołu i przygotowaniach do następnego sezonu. A później, w czerwcu albo lipcu, przyjdzie czas na mały urlop.
No, przepadło. Tak po ludzku, jako człowiek odpowiedzialny zawodowo za rozwój innych, powiem coś niepopularnego: DOBRZE SIĘ STAŁO. Ten zimny prysznic pozwoli nam za rok wrócić silniejszymi. Niezasłużony, farciarski awans byłby demoralizujący. Porażka uczy. Oby tylko sztab i zawodnicy chcieli wyciągnąć wnioski.