Transferowy bilans zysków i strat – GKS Tychy

Foto: polskihokej,eu
Kolejnym zespołem, którego ruchy transferowe rozbierzemy na czynniki pierwsze jest ekipa mistrzów Polski – GKS-u Tychy. Trzeba otwarcie przyznać, że tyszanie nie byli wyjątkowo aktywni na rynku transferowym, ale Pekka Tirkkonen najwyraźniej działa w myśl zasady, że w zwycięskiej drużynie nie ma co za wiele zmieniać.
Rozstania z gatunku przewidywanych
W ciągu okienka transferowego zawodnicy GKS-u Tychy nie byli tymi o których odejściach było najgłośniej. Od początku rynku transferowanego z zespołem pożegnało się siedmiu zawodników. Kamil Lewartowski, Mateusz Ubowski, Ēriks Vītols, Jusso Walli, Valtteri Aliranta, Olaf Bizacki i Rasmus Heljanko.
Zacznijmy od dwóch wychowanków tyskiego hokeja, którzy od nadchodzącego sezonu nie będą już występować w ekipie mistrzów Polski. Mowa oczywiście o Kamilu Lewartowskim i Mateuszu Ubowskim. Pierwszy z wymienionych to golkiper, który w Tychach zderzył się z murem. Lewartowski był jedynie zmiennikiem Tomasa Fucika i jego występy można było policzyć na palcach jednej ręki. Dodatkowo, gdy w tyskim klubie zakontraktowano Ēriksa Vītolsa, stało się jasne, że popularny „Lewar” będzie dopiero trzecim wyborem Pekki Tirkkonena. Od tego momentu wszystko zmierzało do tego, że 28-letni bramkarz po sezonie odejdzie z Tychów. Lewartowski w ubiegłym sezonie zagrał w tyskiej ekipie zaledwie w czterech spotkaniach, broniąc ze skutecznością niespełna 85%. Więcej spotkań rozegrał będąc wypożyczonym do Naprzodu Janów, gdzie wystąpił w sześciu spotkaniach, legitymując się 89% skutecznością interwencji.
Mateusz Ubowski to przypadek zbliżony do wymienionego wcześniej Kamila Lewartowskiego. 25-letni napastnik rodem z Tychów nie mógł w ubiegłym sezonie na dobre przebić się do pierwszej drużyny. Ubowski choć zagrał w 27 spotkaniach, to najczęściej był widywany w czwartej formacji. Zaledwie dwie asysty w tych 27 spotkaniach nie powalają na kolana. Stąd decyzja Mateusza, aby kolejny sezon rozpocząć w ekipie Comarch Cracovii, gdzie szans na grę powinien mieć znacznie więcej i można zakładać, że będzie występował w wyższych formacjach i być może formacjach specjalnych. Ostatni sezon jest jednak sporym regresem statystycznym względem poprzednich, gdzie pomimo gry w czwartej formacji, Ubowski był w stanie regularnie punktować i dokładać bardzo ważne trafienie dla tyskiej maszyny.
Ēriks Vītols, czyli łotewski golkiper, który do ekipy GKS-u Tychy dotarł w trakcie ubiegłego sezonu z Bańskiej Bystrzycy, w której nie mógł liczyć na regularne występy. Bramkarz rodem z Rygi w Tychach miał być konkurentem dla notującego w sezonie zasadniczym wahania formy Tomasa Fucika. Vītols musiał jednak uznać wyższość reprezentanta Polski, który w fazie play-off wszedł na wyżyny swoich umiejętności. W sezonie zasadniczym Łotysz bronił z 92% skutecznością, wpuszczając średnio nieco ponad dwie bramki na spotkanie. W fazie play-off wystąpił trzykrotnie i trzykrotnie poprowadził tyszan do zwycięstwa, notując w nich średnią skuteczność obron na poziomie 96%. Po sezonie jednak Vītolsowi podziękowano i wydaje się, że była to obopólna chęć rozstania, bo 25-letni Łotysz będzie chciał znaleźć drużynę, w której będzie w końcu „jedynką”, a występy w fazie play-off mocno wywindowały pozycję Fucika.
Kolejne odejścia to pożegnania, po których kibice GKS-u Tychy nie będą raczej rozpaczać. Mówiąc o Jusso Wallim i Valtterim Alirancie, większość kibiców określało ich jako rozczarowania. Jusso Walli to defensor, który do ekipy Mistrzów Polski przybył przed ubiegłym sezonem i rozegrał w tyskich barwach wszystkie 40 spotkań sezonu zasadniczego. Fin trzykrotnie wpisywał się na listę strzelców, a siedmiokrotnie był odpowiedzialny za kluczowe podanie. W fazie play-off 30-latek rozegrał tylko jedno spotkanie. Walli wpisał się w pamięć kibiców elektrycznością przy rozegraniu krążka i prostymi stratami we własnej tercji obronnej.
Valtteri Aliranta został w Tychach zakontraktowany przed fazą play-off, aby zwiększyć możliwości defensywne drużyny. Łącznie wystąpił w tyskiej koszulce 15 razy. W tym czasie udało mu się dwukrotnie asystować i to w zasadzie tyle. Aliranta jednak w przeciwieństwie do Walliego miał w sobie pewność i solidność w zagraniach defensywnych. Zdaje się jednak, że już przy podpisywaniu Aliranty, wiadomo było, że jest to wzmocnienie na fazę play-off, a nie na kolejne sezony.
Najboleśniejsze odejścia
Przejdźmy teraz do rozstań, które mogą pozbawić ekipę GKS-u sporo jakości. Zacznijmy od kolejnego wychowanka, który w przyszłym sezonie będzie bronił innych barw. Jeden z głośniejszych transferów tego okienka, czyli przejście Olafa Bizackiego z Tychów do Oświęcimia. Popularny „Bizak” to od lat kluczowa postać tyskiej defensywy. Osiem sezonów w barwach tyszan, a wcześniej jeszcze występy w młodzieżowym MOSM-ie. Te doświadczenia sprawiły, że 27-letni defensor był już poniekąd postrzegany w kategorii legend drużyny z „piwnego” miasta. W ostatnim sezonie Bizacki również nie zawiódł i zagrał łącznie w 39 spotkaniach TAURON Hokej Ligi, dokładając 5 spotkań w Hokejowej Lidze Mistrzów. Na polskich taflach zaliczył 6 punktów za 2 bramki i 4 asysty. W Lidze Mistrzów nie punktował. Decyzja o przejściu do Unii Oświęcim wywołała sporo kontrowersji, ale ostatecznie spotkała się ze zrozumieniem tyskich kibiców.
Najboleśniejszą stratą wydaje się pożegnanie z Rasmusem Heljanko. 26-letni Fin trafił do Tychów przed sezonem 2024/2025 i był absolutnym liderem poczynań ofensywnych ekipy Pekki Tirkkonena. Heljanko w dwóch sezonach spędzonych na polskich taflach zaprezentował się w 104 spotkaniach i uzbierał w nich aż 123 punkty na swoim koncie! Do 53 bramek, fiński napastnik dorzucił jeszcze 70 asyst. Trzeba przyznać, że statystyki ponad punktu spotkanie robią wrażenie i uczyniły z Heljanki prawdziwą maszynę do zdobywania punktów. Nic więc dziwnego, że po sezonie zgłosiły się po zawodnika inne europejskie kluby. Ostatecznie Rasmus Heljanko wybrał ofertę węgierskiego Ferncvarosi i to właśnie tam będzie kontynuował swoją karierę. Niestety, na tym nie koniec bolesnych pożegnań. Tychy na Turku zamienił bowiem Hannu Kuru – najproduktywniejszy zawodnik tyskiej maszyny w ubiegłym sezonie. Kuru w 51 spotkaniach zdobył 66 punktów za 21 bramek i 41 asyst, co jednoznacznie wskazuje jego wartość dla zespołu.
Kreatywny i waleczny trzon drużyny
W Tychach zdecydowanie postawiono na stabilizację i na kolejny sezon udało się zakontraktować trzon mistrzowskiego zespołu. Zostają zarówno zawodnicy kreatywni, którzy stanowili o ofensywnej sile rażenia w ubiegłym sezonie, jak i walczaki, którzy swoją fizycznością i zaangażowaniem w każdym spotkaniu pomagali ekipie Mistrzów Polski w osiąganiu bardzo korzystnych rezultatów. Za kreację w ofensywie wciąż odpowiedzialni będzie Alan Łyszczarczyk. „Łyżka” w ubiegłym sezonie zanotował na swoim koncie 50 punktów, które wydatnie przyczyniły się do obrony mistrzowskiego trofeum przez tyski GKS. Nie brakuje też znanych i docenianych twarzy. W ekipie zostaje kapitan Filip Komorski, mający za sobą świetny sezon Bartłomiej Pociecha czy Mateusz Gościński. Całe trio regularnie dostarczało punktów na wysokim poziomie i bardzo wspomagało ofensywne poczynania swoich armat. Komorski – 33 punkty, Pociecha – 44 punkty, Gościński – 19 punktów. Trzeba przyznać, że polski tercet spisywał się w ubiegłym sezonie nader przyzwoicie i nie zabraknie ich również w kolejnym, gdzie tyszanie będą starali się sięgnąć po trzecią z rzędu koronę mistrzowską. W drużynie zostają również skuteczni egzekutorzy jak Henri Knuutinen, Dominik Paś, czy Mark Viitanen. To kolejne z bardzo istotnych elementów układanki Pekki Tirkkonena, które były odpowiedzialne za ogromną część punktów, potrzebnych do obronienia mistrzowskiego tytułu w poprzednim sezonie.
Hitowe wzmocnienie na start
Trzeba przyznać, że choć w tyskich szeregach wielu roszad nie było, to te które włodarze ogłosili, robią wrażenie. Zacznijmy od pierwszego transferu czyli zakontraktowania Szymona Kiełbickiego z JKH GKS-u Jastrzębie. 23-letni reprezentant Polski to od dwóch sezonów prawdziwa rewelacja naszej ligi i reprezentacji Polski. „Kiełbik” pierwsze kroki w THL stawiał w sezonie 2023/24, a już od sezonu 2024/25 jest jednym z bardziej wyróżniających się Polaków w ligowej stawce. Szybki rzut oka na statystyki pokazuje nam, że 23-latek rozegrał w najwyższej klasie rozgrywkowej 144 spotkania w których zdobył 68 punktów za 39 bramek i 29 asyst. Do tego dodajmy 15 występów z orzełkiem na piersi, gdzie „Kiełbik” dorzucił jeszcze 5 bramek i 4 asysty. W naszym odczuciu absolutnie jeden z hitowych transferów tegorocznego okienka transferowego.
Zza granicy zdecydowano się na fińskie wsparcie. Aleksi Ainali ma zastąpić luki po odejściach Heljanki, czy Ubowskiego. 31-letni Fin ma w swoim hokejowym dossieur 6 sezonów na poziomie Liigi, gdzie regularnie punktował. Statystyka 49 bramek i 91 asyst, dająca 140 punktów to bez dwóch zdań imponujący dorobek, sęk w tym, że było to już kilka dobrych sezonów temu. Po swojej przygodzie w Liidze, Ainali tułał się na drugim poziomie rozgrywkowym w Szwecji, potem trafił do Danii, a ostatni sezon zakończył w Norwegii. Statystyki ostatnich sezonów nie wyglądają już tak korzystnie. W lidze duńskiej w poprzednim sezonie, fiński skrzydłowy występował w drużynie Fredrikshavn White Hawks i zaliczył tam 30 spotkań, w których zdobył 8 bramek i 11 asyst. W trakcie sezonu trafił do Nidaros, gdzie spisywał się już nieco lepiej i w 9 spotkaniach zaksięgował 3 bramki i 11 asyst.
Ostatnim z zakontraktowanych zawodników jest Lauri Sertti. 27-letni defensor podobnie jak Ainali ma doświadczenie w Liidze, ale znacznie skromniejsze. Jeden niepełny sezon w Liidze zakończony przenosinami na Słowację to jego dorobek z ubiegłego roku. Wcześniej Sertti występował w amerykańskich ligach uniwersyteckich, skąd został ściągnięty do HPK. W drużynie HPK Sertii rozegrał 35 spotkań, gdzie zainkasował 6 punktów za bramkę i 5 asyst. W późniejszej części sezonu przeniósł do ekipy Dukli Michalovce, gdzie zagrał w sześciu spotkaniach i zanotował jedną asystę. Trzeba przyznać, że transfer Serttiego jest dość dużą niewiadomą i wielu kibiców obawia się, że podzieli on los chociażby Jusso Walliego.
Po trzeci tytuł z rzędu
Dwa ostatnie sezony upłynęły nam pod znakiem tyskich triumfów i w kolejny sezonie wydaje się, że ekipa Pekki Tirkkonena znów będzie jednym z głównych faworytów do sięgnięcia po tytuł. Jest kilka luk, które naszym zdaniem wciąż pozostają do uzupełnienia po zeszłosezonowych rozstaniach, ale potencjał zespołu wciąż pozostaje na wysokim poziomie. Czy poczynione wzmocnienai zagwarantują dyspozycję zbliżoną do tej ubiegłorocznej? Odpowiedź przyniesie nadchodzący sezon.