PUCKOUT.pl

Hokej na lodzie. Wyniki, analizy, statystyki

Teraz wam umarł hokej w Sanoku? To nie czuliście trupa od lat?

fot. Andrzej Golema

Abstrahując od samej fuzji sanocko-kijowskiej, w polskim hokeju bez zmian. Opinia publiczna znalazła sobie najsłabszego chłopca w klasie i postanowiła go ukrzyżować za wszystkie grzechy świata. Możni mają pełne przyzwolenie, aby za samorządowe pieniądze zrobić przytułek hokejowy dla odrzuconych Finów, bądź dla podstarzałych Kanadyjczyków. Jednak gdy Kopciuszek chwyta się brzytwy, żeby nie zatonąć, to jest katem hokeja.

Zarzekałem się, że pod żadnym pozorem nie będę publicznie komentował wydarzeń z Sanoka. Po pierwsze primo, podczas chaotycznej konferencji nie zostały przedstawione żadne konkretne informacje. Co więcej, obie strony sprawiały wrażenie, jakby same nie wiedziały w czym uczestniczą. Po drugie primo, jestem mocno sceptycznie nastawiony, czy w tym układzie zależności udało się zabezpieczyć interes polskiego hokeja. Na dłuższą metę, może okazać się to bardzo ciężkie. Nie my wykładamy pieniądze, a wiemy doskonale, że pieniądz dyktuje warunki. Po trzecie primo ultimo, temat tak mocno polaryzuje kibiców, że od moich wypocin zdania raczej nie zmieni nikt.

Niestety, w postanowieniu milczenia nie udało mi się wytrwać nawet do końca tygodnia. Momentem, w którym postanowiłem zasiąść do klawiatury, był wpis Grzegorza Michalewskiego opublikowany na Facebooku:

11 czerwca 2026 roku umarł sanocki hokej. Szkoda

Nawet jeżeli najbliższe miesiące pokażą, że STS podpisał cyrograf z diabłem, wchodząc we współpracę z Sokiłem, to w polskim hokeju zdechło już tyle spraw, że odór zgnilizny powinien nas mdlić od dawna. Sami tak bardzo komplikujemy sobie życie, że nie potrzeba nikogo z zewnątrz, żeby działa nam się krzywda.

Nie tak dawno alarmowaliśmy o sytuacji polskich bramkarzy. Każdy z klubów namiętnie stawia na obcokrajowców między słupkami, nawet jeżeli ich polscy zmiennicy na każdym kroku pokazują, że w niczym im nie ustępują. Igor Tyczyński z impetem wszedł do oświęcimskiej bramki, kiedy kontuzja wyeliminowała z gry Linusa Lundina. I co mu z tego na dłuższą metę przyszło? Choć Lundin był w obecnym sezonie cieniem swojej najlepszej dyspozycji, to gdy tylko wrócił do zdrowia, miejsce w bramce miał zagwarantowane. A Maciek Miarka i Michał Kieler? W czym ustępowali swoim zagranicznym rywalom? Kiedy była potrzeba, stawali na wysokości zadania. Za taką politykę kadrową płacimy wysoką cenę w reprezentacyjnym hokeju. Sytuację oczywiście pudruje naturalizacja bramkarzy – jednak smutna prawda jest taka, że podczas mistrzostw świata od lat żelazną jedynką nie był bramkarz urodzony i ukształtowany sportowo w Polsce. Szkoda, że przeglądając te statystyki, nikomu nie przyszło na myśl, żeby bić na alarm, że polski hokej umiera.

W sanockiego kopciuszka bić bardzo łatwo. Szczególnie że cała sytuacja jest podszyta kwestią wejścia ukraińskiego klubu. A to, jak pokazał poziom komentarzy – u niektórych kibiców wyłącza jakiekolwiek próby obiektywnego spojrzenia. Dla tych, którzy potrzebują ponownego wyartykułowania, podkreślam, że sam mam wiele obaw o formę tej współpracy i boje się, że może ona przysporzyć więcej problemów niż korzyści. Jednak mając na uwadze, że nasza liga w dużej mierze służy jako przytułek dla błąkających się od „Mestisa do Mestisa” obcokrajowców, niż miejsce do gry dla rodzimych graczy, to większość grzechów sanocko-kijowskiej współpracy można odpuścić.

W bramce dominują obcokrajowcy. Nasi chłopcy musieli czekać na sparingi reprezentacji żeby od kilku tygodni na dobre nacieszyć się lodem. Punktacja kanadyjska? Zdominowana przez obcokrajowców. To wszystko w dużej mierze finansowane publicznymi pieniędzmi bo w lidze karty rozdają ci, którzy mogą liczyć na hojne kroplówki samorządowe. No to tutaj nawet plus dla Sokiła, bo swój zaciąg opłacą sami. I co by nie powiedzieć, na kanwie przepisów wymuszających obecność 10 Polaków w składzie, dołożą kolejne okienko do gry dla rodzimych graczy. 

Moi drodzy, tak zgadzam się, że taka fuzja może być niebezpiecznym precedensem. Tak, rozumiem również sanockich kibiców, którzy są rozgniewani tym, że doprowadzono klub do sytuacji, w której musi się chwytać brzytwy, aby nie zatonąć. Wasz gniew może być oczyszczający dla środowiska, gdyby  go mądrze ukierunkować. Zacząć pytać, czy najmożniejsi nie woleliby się pochylić nad przytoczonymi wyżej problemami, zamiast nawzajem podbijać sobie stawki dla niejednokrotnie przepłacanych stranieri. Fajnie mieć nieco grubszy portfel niż reszta stawki, jednak potem proszę nie robić wielkich oczu, że Litwa potrafi nam się postawić.  Dalej każdy niech sobie rzepkę skrobię, a za parę lat będziemy oglądać plecy Litwinów i Estończyków, jak teraz Węgrów. 

W naszym hokejowym bagienku, wszyscy mamy swoje za uszami. Od działaczy, trenerów, menadżerów, aż po nas wielkich „publicystów”. Tematów, z którymi warto byłoby się publicznie rozprawić, nie brakuje – jednak mam wrażenie, że „czwarta władza hokejowa” niezbyt garnie się do tego, żeby naciskać na decydentów w tych najważniejszych kwestiach. No ale taki urok małego środowiska – nikt nie chce się wychylać, bo boi się, że zostanie z miejsca odstrzelony. Cel uświęca środki, choć w tym przypadku raczej bieda rozgrzesza nawet najbardziej śmiałe pomysły. Co przyniesie ta współpraca – pożyjemy, zobaczymy. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Prawa autorskie © Wszelkie prawa zastrzeżone | Puckout 2025 | Newsphere autorstwa AF themes