Matt Wilkins: Polska? Piękny kraj i świetni kibice

Foto: KEYSTONE / MELANIE DUCHENE
Pora na kolejną odsłonę Świeżynek THL, w której czeka na was rozmowa z Mattem Wilkinsem, napastnikiem Unii Oświęcim. Na dobre oswojony w europejskich realiach Kanadyjczyk opowiedział nam o swojej znajomości z trenerem Markusem Juurikkalą, a także zdradził za co, ceni styl życia w Europie.
Puck Out: – Na Twoje bogate doświadczenie wpłynęły występy w kilku rozgrywkach za oceanem oraz aż w sześciu europejskich ligach. Która z lokalizacji była Twoim miejscem na ziemi?
Matt Wilkins: – Miałem to szczęście, by grać w wielu świetnych miejscach. Myśląc nieco dłużej, postawiłbym na Bańską Bystrzycę w Słowacji. Byłem bardzo zaskoczony tym, jak wygląda miasto. Moja żona i ja pokochaliśmy je, a dodatkowo w trakcie sezonu urodziła się tam nasza córka. Patrząc z punktu widzenia poziomu sportowego, zapamiętałem rzeszę niezwykle zaangażowanych kibiców oraz świetną ligę z mnóstwem utalentowanych zawodników. Osiągnąłem bardzo dobre liczby na Słowacji, miałem możliwość gry ze świetnymi hokeistami, gotowymi na osiąganie sukcesów.
Osiem lat życia i gry w Europie to kawał czasu. Jakie różnice najmocniej rzucają Ci się w oczy w stosunku do Ameryki Północnej? Zarówno w stylu życia, jak i na tafli?
– W Europie tempo życia jest znacznie bardziej „zrelaksowane”. Ludzie mają czas, aby usiąść, napić się kawy, nie odczuwając presji czasu i gonitwy jak w Ameryce. Podczas mojej kariery, mieliśmy wraz z żoną ogromne szczęście, że na naszej drodze spotykaliśmy osoby, które były bardzo otwarte, przyjazne i chciały z nami dzielić się swoimi kulturami i tradycjami. Jeśli chodzi o aspekty hokejowe, to tutaj różnice są naprawdę spore. Za oceanem gra jest bardziej fizyczna i nie ma tyle czasu na grę z krążkiem, co wynika chociażby z rozmiarów lodowiska. Mam jednak pozytywne doświadczenia i podobają mi się oba style gry. Dodatkowa różnica to częstotliwość gier. W Ameryce rozgrywaliśmy znacznie więcej meczów w sezonie. Organizm odczuwa te przeciążenia i potrafi o nich przypomnieć.
Jak zatem doszło do tego, że Twoim kolejnym klubem stała się Unia Oświęcim?
– Nowy trener Unii – Markus Juurikkala również pracował we Włoszech podczas mojego pobytu tam. Już w przeszłości kilkukrotnie kontaktował się ze mną, zachęcając mnie, abym dołączył do prowadzonych przez niego drużyn. Kiedy odezwał się tym razem i powiedział, że będzie pracował w Oświęcimiu, to zainteresowałem się jego propozycją. Kilka rozmów z osobami z mojego otoczenia, szybki research i podjąłem decyzję. Z rodziną nie potrafimy się doczekać, aby dotrzeć już do Oświęcimia. Drużyna Unii co roku liczy się w walce o tytuł mistrzowski, co również było dla mnie istotnym motywatorem. Widać, że każdy ma tam nastawienie na sukcesy, a ja chcę w tym pomóc. Moje odczucia po pierwszych interakcjach z osobami wokół klubu są bardzo pozytywne, a to mówi mi wiele o ich pasji i celach, które chcą osiągać.
A czy słyszałeś o polskiej lidze coś przed transferem?
– Tak, słyszałem i śledziłem występy polskich zespołów w Champions Hockey League. Ponadto rozmawiałem z kilkoma zawodnikami, którzy występowali w Polsce wcześniej. Uważam, że to mocna, konkurencyjna liga a przede wszystkim nastawiona na rozwój.
Byłeś już w Polsce? Miałeś okazję już zobaczyć nasz kraj?
– Tak. Podczas gry na Słowacji w trakcie przerwy w rozgrywkach, odwiedziliśmy Kraków. Udało się nam również odwiedzić Muzeum Auschwitz. Z wielu miejsc, do których podróżowaliśmy -Kraków jest jednym z naszych ulubionych. Naprawdę spodobało nam się w Polsce, co sprawia że jeszcze bardziej się cieszymy na możliwość zamieszkania tutaj i grania w Oświęcimiu.
Przeglądając Twoje galerie zdjęć, w oczy rzuca się charakterystyczny wąs. Mamy nadzieję, że nie pozbędziesz się go przed sezonem.
– Zgadza się! Zazwyczaj zapuszczam go dopiero na akcję „Movember” i fazę play-off. Możecie być jednak spokojni, z pewnością zobaczycie go na polskich taflach.
Co zatem wniesiesz swoją obecnością do naszej ligi?
– Mam nadzieję, że wniosę nieco swojego unikalnego stylu gry, ale poza tym jestem podekscytowany grą w Polsce. Kibice każdej z drużyn wydają się bardzo zaangażowani, co jest zawsze dodatkowym smaczkiem. Z tego, co udało mi się ustalić, kibice Unii wydają się jednak najlepsi w tym co robią. To będzie wielka przyjemność grać przy tak głośnym dopingu.
Rozmawiał: Kamil Przegendza