Fenomenalny pościg Kanady nie wystarczył. Waleczni Norwegowie zdobywają brąz!
Wszystko wskazywało na to, że hokeiści spod znaku Klonowego Liścia po wczorajszej porażce w półfinale, nie będą w stanie się podnieść i zwyciężyć z Norwegami w starciu o brąz. Kanadyjczycy wyrównali jednak w końcówce, ale Norwegowie podnieśli się w dogrywce i zgarniają brąz!
Duża przewaga Kanady w tercji premierowej, ale prowadzenie wywalczyli „Wikingowie”
W pierwszej odsłonie zdawało się, że wszystko jest na dobrych torach dla Kanadyjczyków, by udanie rozpocząć to spotkanie. Swoje szanse mieli Celebrini i Crosby, ale bardzo dobrze po raz kolejny w norweskiej bramce radził sobie Henrik Haukeland. Golkiper norweskiej reprezentacji w pierwszej odsłonie zanotował na swoim koncie, aż 17 skutecznych interwencji, czym wydatnie pomógł drużynie w osiągnięciu korzystnego wyniku przed pierwszą syreną. Po stronie ofensywnej, udało się Norwegom wyprowadzić cios w postaci bramki Emiliano Pettersona już w siódmej minucie spotkania.
Druga odsłona bardziej wyrównana
W drugiej tercji dało się wyczuć wzrastającą frustrację Kanadyjczyków, którzy wciąż przegrywali i nie potrafili znaleźć żadnej, skutecznej odpowiedzi na poczynania Norwegów. Sama statystyka strzałów wyglądała już na dużo bardziej wyrównaną, albowiem obie ekipy w drugiej odsłonie oddały na bramkę rywali po osiem uderzeń. Żadne z kanadyjskich uderzeń nie znalazło drogi do bramki Haukelanda, znów za to trafili Norwegowie w kontrze. Tym razem skutecznym uderzeniem popisał się Stian Solberg i sytuacja Kanady w 33. minucie zrobiła się już bardzo nieciekawa. Do końca odsłony reprezentanci Klonowego Liścia nie byli w stanie stworzyć realnego zagrożenia pod bramką Haukelanda.
Co za końcówka Kanady!
Kanadyjczycy w ostatniej odsłonie, zamiast gonić wynik sprawiali już wrażenie frustratów. Drużyna, która powinna gonić wynik od samego początku trzeciej odsłony łapała karę za karą i tym samym dawała Norwegom jakże potrzebny tlen. Dopiero w samej końcówce zawodnicy z Ameryki Północnej zintensyfikowali swoje starania o bramkę kontaktową, ale znów na drodze raz za razem stawał im fenomenalny Haukeland, który rozgrywał wyśmienite zawody. Bramka kontaktowa jednak w końcu nadeszła, po błędzie norweskiej defensywy i nie precyzyjnym wybiciu, do gumy dopadł Robert Thomas i umieścił ją w okienku norweskiej bramki. Do końca spotkania wówczas zostało 76 sekund i wiadomo było, że emocje sięgną zenitu. Tak też było: Haukeland uwijał się jak w okopie, a jego partnerzy byli o kilka centymetrów od umieszczenia gumy w pustej kanadyjskiej bramce. Tak się jednak nie stało, a Norwegowie mogli sobie pluć w brodę, bo na 7 sekund przed końcem w ogromnym zamieszaniu podbramkowym i z ogromną dozą szczęścia krążek w siatce norweskiej umieścił po raz kolejny Thomas Robert, tym samym zdobywając drugą swoją bramkę i stając się bohaterem reprezentacji Kanady.
Powstanie z popiołów Norwegów w dogrywce
Po takiej zwariowanej końcówce, wszystko wskazywało na to, że kanadyjskie gwiazdy uporządkują już wszystko w dogrywce i przesądzą o swoim medalu. Norwegowie jednak wykazali niezwykłą wręcz odporność mentalną i nawiązali walkę, skuteczni powstrzymywali indywidualne rajdy Kanadyjczyków. Sami w końcu uderzyli, a decydujący o brązowym medalu cios zadał Noah Steen w 64 minucie, wprawiając w euforię wszystkich norweskich kibiców, zgromadzonych w Swiss Life Arenie w Zurychu i tych, którzy mecz o brązowe miejsce oglądali w telewizji.
Dla Norwegii to niesamowite osiągnięcie, bo to jest ich pierwszy medal Mistrzostw Świata w historii. Warto zauważyć, że jeszcze rok temu „Wikingowie” byli bliżej walki o utrzymanie niż o medale. To daje wiele do myślenia.
Gratulujemy!