O długach, hejcie i podziałach w Sanoku. Wypowiedź prezesa, którą w pełni popieram

Marek Pieniążek fot. Unia Tarnów
Nowo mianowany prezes STS-u Sanok – Marek Pieniążek, na łamach portalu nowiny24.pl udzielił wywiadu, w którym odniósł się do bieżącej sytuacji w klubie. W moich oczach szef zespołu z Podkarpacia zyskał bardzo dużo swoją wypowiedzią. Zamiast mglistych wizji o pięknej przyszłości, Pieniążek stawia za swój priorytet spłacenie długów. Nie brakuje również wątku związanego z wylewającym się hejtem na polsko-ukraiński projekt oraz pytań o sens podziałów w sanockim hokeju.
Nikt wam nie da tyle, co polscy działacze sportowi wam obiecają. Odkąd mam styczność ze sportem, ta maksyma nie traci w żaden sposób na aktualności. Jutro, w przyszłym tygodniu, za chwilę, w najbliższej przyszłości – to najczęściej deklarowane terminy wielkich zmian, które nigdy nie nadchodzą. Jeżeli prezesi mówią, że uregulują zobowiązania finansowe, to nie ma sensu im o tym przypominać co pół roku. Niestety, bieda rozgrzesza nieprzyzwoite zachowania, tak więc nasze ubogie hokejowe środowisko, zwykło na tego rodzaju występki patrzeć przez palce, obawiając się, że będąc surowi, będziemy za chwilę uprawiać hokej w kilku ośrodkach.
W kontraście do wiecznie dobrej miny do złej gry wydaje się wypowiedź Marka Pieniążka. Prezes nie szyje na fali optymizmu utrzymania zespołu, wielkich wizji o sanockiej potędze, lecz twardo mówi, że najpierw trzeba rozliczyć tych, którzy pomimo beznadziejnego sezonu, wykonywali z pełnym zaangażowaniem swoją pracę. A lista jak się okazuje, jest długa i nie ogranicza się tylko do zawodników, sztabu, ale również do pracowników podmiotów zewnętrznych, dzięki którym mecze mogły się odbywać. Nie chcę rzucać przykładami z historii, ale w polskim środowisku to nie jest oczywista filozofia, że w momencie zastrzyku gotówki, warto byłoby w pierwszej kolejności rozliczyć zobowiązania.
W dalszej części rozmowy, prezes Pieniążek wyjaśnia, dlaczego klub tak długo zwlekał z oficjalnym komunikatem, dotyczącym przyszłości współpracy pomiędzy Sanokiem, a stroną ukraińską. Tutaj pada wątek, który mnie osobiście tak samo bulwersuje, co fascynuje. Szef STS-u wskazuje na hejt, jaki wylewał się w komentarzach pod postami informującymi o nawiązaniu współpracy. To jest temat, nad którym mam ochotę pochylić się w osobnym tekście. Chciałbym poznać logikę osób, które informacje o przywróceniu reprezentacji Rosji, aprobowały tym, że nie można łączyć polityki ze sportem, z drugiej strony komentując, że Ukraińcy nie powinni grać w hokeja w Polsce, jeśli w ich kraju toczy się wojna.
Pieniążek opowiada również o kulisach błyskawicznego nawiązania współpracy z Burmistrzem Sanoka oraz lokalnych problemach, a szczególnie niezrozumiałem dla niego polaryzacji. Podział, jaki zarysował się w ostatnich miesiącach w środowisku hokejowym, tego 35 tysięcznego miasteczka, przybierał wręcz memiczny wymiar. Zwaśnione strony próbowały udowadniać sobie nawzajem, kto jest w tym układzie policjantem, a kto złodziejem. W tle natomiast pozostawał klub, z którego życie uchodziło wręcz z tygodnia na tydzień. Być może fakt, że na czele projektu stanie, ktoś spoza tego piekiełka, sprawi, że interes klubu będzie racją stanu ponad lokalne układy.
W tym, że publicznie udzielam nowemu prezesowi kredytu zaufania, jest również wątek osobisty. Pamiętam, jak Marek Pieniążek pojawił się w Polonii Bytom, za czasów, kiedy byłem jeszcze uczniem szkoły średniej. Klub, który wówczas dysponował stroną internetową o grafice w stylu przełomu wieków, zyskał prężnie działający marketing i zaczął pojawiać się w świadomości mieszkańców, będących z dala od sportu. Patrząc przez pryzmat interesu polskiego hokeja, mam nadzieję, że podobny efekt spotka również Sanok. Spotkania STS-u przestaną przypominać szkolne rozgrywki ze starszą grupą wiekową, a trybuny Areny Sanok, znów zaczną tętnić życiem.
Wywiad z Markiem Pieniążkiem na łamach portalu nowiny24.pl LINK